„Arterie” nr 1(18)/2014 i 2(19)/2014 – zaproszenie do współpracy

Zapraszamy do współtworzenia kolejnych numerów czasopisma „ARTERIE”: 
1(18)/2014 – Hipsterzy i lanserzy

Zaczerpnięty z dialektów afrykańskich przedrostek „hip” oznacza otwartość na to, co nowe, awangardowość i kontestację norm. Słowo hipster zawiera w sobie dwuznaczność: hipster to ten, kto pozostaje w kontrze do głównego nurtu kultury, ale także ten, kto jest wtajemniczony w to, co modnie, przyjemne i pożądane. Czy współczesny hipster jeszcze przypomina swojego amerykańskiego praszczura z lat 40. i 50. XX wieku? Czy jest raczej prosumentem, produktem naszych czasów, opakowanym w modne gadżety? A może prawdziwego histerstwa trzeba szukać w dużo odleglejszej czasoprzestrzeni niż ostatnie kilka dekad?

2(19)/2014 – Zielono mi!

Skrytożercom przedrostka „eko-„ mówimy stanowcze nie! Niech rośnie, kwitnie i owocuje ekolingwistyka, ekopoezja, ekokrytyka, ekomoda, ekomacierzyństwo, ekotacierzyństwo ekobajkopisarstwo, ekołupki i ekogłupki! Jak została „spłodzona” ekologiczna wyobraźnia współczesności, patrząca na człowieka i kulturę w kategoriach kłopotliwego ekosystemu? W jaki sposób ekologia myślenia urosła do rangi ponowoczesnej obsesji, do swoistego ekoterroryzmu oraz do posthumanistycznego imperatywu pochylania się nad nie-ludźmi, których nigdy nie będziemy w stanie w pełni zrozumieć?

Czekamy na teksty nawiązujące do haseł nowych numerów: na dobrą poezję, prozę, przekłady tychże, eseje, reportaże, recenzje nowej literatury oraz grafiki i fotografie. Prosimy o teksty (proza, eseje, reportaże) o objętości do 20 tys. znaków, recenzje – do 5 tys. znaków i o zestawy 5–7 utworów poetyckich.

Termin przyjmowania materiałów upływa 30 kwietnia 2014 r.

Z propozycjami i pytaniami prosimy zwracać się pod adresy: arterie.spp@gmail.com
lub m.a.nowicka@tlen.pl (eseje, recenzje).

Redakcja ARTERII
http://spplodz.nazwa.pl/arterie2

* Dwa tygodnie po terminie przyjmowania materiałów autorzy zostaną poinformowani o przyjęciu tekstu do druku..

Maseczki: Paulina Ilska – Mistrzowie na opak, czyli gdzie my jesteśmy? – relacja z XX Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, część II

Monika Strzępka, mistrz. Krystian Lupa, mistrz. Jak rozumieć pojęcie mistrzostwa, które jest motywem przewodnim tegorocznej edycji Festiwalu? W jaki sposób je odnieść do kolejnych prezentowanych spektakli i osobowości reżyserów – Bitwy warszawskiej 1920 Strzępki i Poczekalni.O Lupy?

Ciekawy kontekst do rozważań o mistrzostwie dał panel dyskusyjny, prowadzony przez Jacka Żakowskiego. Anna Burzyńska, krytyk teatralny, za mistrzów uznała osoby, które stają się dla innych punktem odniesienia, czy tego chcą czy nie. I realizują swoje cele nawet wtedy, gdy wszyscy wokół twierdzą, że „się nie da”. Dla Anety Kyzioł, recenzentki teatralnej „Polityki”, mistrz powinien być „pasem transmisyjnym”, wciąż czerpać i przekazywać wiedzę. Mieć odwagę, by dzielić się z innymi. Tym kryterium kierowano się, wybierając laureatów Paszportów „Polityki” (Lupa dostał tę nagrodę w 2009 roku). Paweł Sztarbowski wykazał się programową nieufnością wobec mistrzów, zadał nawet pytanie, co by było, gdyby osiągnąwszy właśnie wiek Chrystusowy, podążył drogą Jezusa i samozwańczo próbował nauczać na ulicach. Lupa zaryzykował tezę, że być mistrzem znaczy być wariatem i schodzić tam, gdzie nikt nie schodzi. Dla swoich studentów chce być Kolumbem, który zabiera ich w podróż do Indii, ale co z tego wyniknie – nie wiadomo. Mistrzostwo określił jako stan zakochania – w mistrzach i w uczniach. Reżyser przyznał się też do „wampiryzowania” podopiecznych z młodszego pokolenia, bo „mają dostęp do tego, do czego on już nie ma”.

Po obejrzeniu Bitwy warszawskiej przygotowanej przez duet Strzępka/Demirski i Poczekalni.O w reżyserii Lupy wniosek nasuwa się jeden. Są mistrzami prowokacji, wyciągania na wierzch tego, co wstydliwie skrywane i żonglowania percepcyjnymi przyzwyczajeniami widzów. Bezczelnie poczynają sobie z naszymi mitami – narodowymi (cud nad Wisłą w spektaklu Strzępki) i zawodowymi czy osobistymi (bycie aktorem a bycie człowiekiem w Poczekalni.O). Nie zawsze uznaje się za mistrzowski warsztat obu reżyserów. I słusznie, bo nie zawsze wiadomo, co jest celowym, eksperymentalnym zabiegiem, a co improwizacją czy niedopracowaniem albo zwykłym dręczeniem widza.

Bitwa warszawska, pod pretekstem bitwy stoczonej w sierpniu 1920 roku, dobitnie mówi o naszej współczesności – tu i teraz. Uwarunkowania historyczne i geograficzne okazują się być nie mniejszym wrogiem Polski, niż my sami – nasze nieprzepracowane traumy, „oderwalizm od realiów”, skłonność do pochopnego wymachiwania szabelką. Na kurtynie w równych rzędach wiszą różnokolorowe mundury z oficerskimi stopniami – nasz fetysz narodowy. Na scenie pałęta się słoma (czyżby z butów?), pojawiają się oznaki elegancji czy kulturalnej świetności: czerwone sukno, instrumenty muzyczne, nawet harfa. Ale sukno jest w kawałkach, a instrumenty rozwalone. Jak w podupadłym kabarecie.

Każdy z aktorów gra po kilka postaci. Czasem można się zgubić. Zresztą sami aktorzy żartują, że się gubią (jako kto ty do mnie mówisz? – pytają). Dialogi i monologi Paweł Demirski pisał na scenie, biorąc pod uwagę predyspozycje i wrażliwość artystów. I to słychać, bo wypadają przekonująco. W odgrywaniu dużej liczby ról wyróżnia się Krzysztof Globisz. Wciela się w generała Weyganda, księdza Skorupkę, szyfranta i czort wie kogo jeszcze. W jednej przestrzeni skondensowano wybuchową mieszankę historycznych postaci: Feliksa Dzierżyńskiego, Wincentego Witosa, Różę Luksemburg, Władysława Broniewskiego (bardzo dobry Juliusz Chrząstowski). Dorota Pomykała z dużym wyczuciem wciela się w Wielką Matkę ich wszystkich, Anna Radwan zapada w pamięć dzięki transowemu odegraniu sceny „rozrywania” przez wewnętrzne głosy. Wielka Matka troszczy się i ruga na przemian dużych chłopców, a w obliczu konieczności podejmowania kluczowych decyzji staje na wysokości zadania. Mężczyźni – wielkie postaci historyczne – wypadają słabo. Rozmemłany Piłsudski ucieka od odpowiedzialności, woli drzemać w barłogu. Dla Witosa od spraw państwowych ważniejsze są żniwa. Dzierżyński jawi się jako postać tragiczna z gatunku „chciałem dobrze, wyszło źle”. Nie da się przeprowadzić rewolucji bez rozlewu krwi. Tragicznie wypada też Broniewski. Poecie, który przelewał krew za idee, a potem był dręczony w więzieniu, postać grana przez Martę Ojrzyńską zadaje otrzeźwiające pytanie: „A w imię czego ty tych ludzi siekałeś, Władek?”.

Pytanie o sens walki powraca wielokrotnie. Podobnie jak o sens obecnie obowiązujących struktur państwowych. Demokratyczny akt wrzucania wyborczej kartki do urny zostaje sparodiowany, jako niedający obywatelowi żadnego wpływu na rzeczywistość. Normy unijne do nas nie pasują, bo wolelibyśmy mieć własne. A z każdą reformą ustępujemy z socjalnych zdobyczy, za które kiedyś Dzierżyński przelewał krew – swoją i cudzą. Teza odważna, wpisująca się w lewicowy dyskurs, którego konsekwentnie trzyma się tandem Strzępka/Demirski. Wywracanie na opak utartych schematów jest zawsze w cenie. Problem w tym, że spektakl ciężko się ogląda. Trwa trzy godziny, a zagęszczenie sensów, znaczeń i odniesień osiąga próg, po przekroczeniu którego spada przyswajalność tego, co dzieje się na scenie. Może dałoby się przekazać to samo krócej i treściwiej?

Równie długie przedstawienie zafundował widzom Lupa. Poczekalnia.O, podobnie jak Bitwa…, co chwilę zbija z tropu i prowokuje do zadania pytania, gdzie właściwie jesteśmy i co tu robimy? Jesteśmy w teatrze, który udaje, że nie jest teatrem, przez co staje się nim do kwadratu. Siedzimy vis a vis dworcowej poczekalni, w której wskutek niefortunnej przesiadki znalazło się kilka osób: małżeństwo w wieku dojrzałym (Halina Rasiakówna i Wojciech Ziemiański), grupa młodych aktorów, którzy na polecenie reżysera Hamleta jadą zwiedzić obóz zagłady w Oświęcimiu (Sylwia Boroń, Dagmara Mrowiec, Marta Zięba i Mirosław Haniszewski), dziennikarka (Ewa Skibińska) i starsza pani (Krzesisława Dubielówna). Są jeszcze miejscowi – mieszkaniec Oświęcimia (Marcin Czarnik) i rezydenci dworca o podejrzanej, prostytucjonalno-demiurgicznej proweniencji (Marcin Pępuś i Adam Szczyszczaj). W odrapanej przestrzeni z kiepskim graffiti snują się postaci w niby nieteatralnych strojach, wypowiadając dialogi, skonstruowane jak mowa codzienna – z dłużyznami, powtórzeniami i bełkotem. „To jest najgorszy teatr, jaki widziałam” – mówi Anna Ilczuk, ale bynajmniej nie schodzi ze sceny. Chyba że do toalety, którą widzimy na ekranie. Wszyscy są w jakiś sposób uwięzieni. Małżeństwo – w dusznej, niszczącej relacji, aktorzy – w pozornych możliwościach dokonywania zawodowych wyborów, staruszka – w poszukiwaniu zdziwaczałego „Stasia”, który nie wiadomo kim i gdzie jest. Rezydenci dworca utknęli w pętli namiętności i podglądactwa. Karmią się energią przybyszy „ze świata”, bo sami nie potrafią się z poczekalni wyrwać. Wszyscy prowokują się nawzajem, „uruchamiają” i wycofują na przemian. Rozmowy krążą namolnie wokół aktorstwa, dwuznacznej „marki” Oświęcimia, emocjonalnych i seksualnych eksperymentów. Niektóre wypowiedzi źle słychać, a to już w teatrze grzech, nawet jeśli udaje się, że się nie gra.

Oglądanie Poczekalni.O jest doświadczeniem masochistycznym. Publiczność uczestniczy w uwodzącym seansie, który ciągnie się i ciągnie. Gdy wreszcie ogłoszona zostaje przerwa, na ekranach nadal wyświetlane są projekcje z pogranicza ekshibicjonizmu. Na jednym z ekranów Anna Ilczuk przyznaje, że nie wie, jak ludzie mogą się cieszyć z tego, że chodzą do pracy i wychowują dzieci, z „normalności”. Gdy gra, wie, że to trochę inna ona, ale to trzyma ją przy życiu. Na kolejnym można oglądać intymne pieszczoty aktorów zakończone rozczarowaniem – we śnie wszystko wydaje się piękniejsze. Rezydenci dworca podkręcają atmosferę, dywagacje o rozbieraniu się w teatrze kończą się „rozbieranką” jednej z młodych aktorek. Próba przywrócenia na scenie porządku za pomocą pistoletu i ustawienia nihilistycznego towarzystwa pod ścianą daje tylko chwilowy efekt. Grana przez Krzesisławę Dubielównę postać sugeruje, że jesteśmy w piekle. Jakby reżyser wciąż testował granice aktorów, a wszyscy oni wspólnie – granice odporności widza. Większość widowni po „przerwie” już nie wraca. Bezwład z Poczekalni.O aż „promieniuje”. Pogrążamy się w niemocy i z poczuciem niemocy ze spektaklu wychodzimy.

Gdzie szukać w obu spektaklach mistrzostwa? Trzymając się przywołanych definicji, na pewno w wariactwie i schodzeniu tam, gdzie nie schodzą inni. Reżyserzy zabierają widzów w podróż duchowo niespójną i niedomkniętą, jak szemrane biuro podróży na Madagaskar. Mimo pokoleniowej różnicy i odmiennej drogi artystycznej, ich spektakle są punktem odniesienia dla innych twórców, nawet jeśli nie wszystkie są udane i dopracowane warsztatowo. Obrzucani błotem bądź wynoszeni pod niebiosa, dysponują czymś w rodzaju artystycznej pieczątki: ich język teatralny jest rozpoznawalny, jak również wyjątkowa umiejętność mieszania ludziom w głowach.

 

Mistrzowie – dyskusja, prowadzenie Jacek Żakowski, 23 marca 2014 r.

Bitwa warszawska 1920, Teatr Stary, Kraków, reż. Monika Strzępka, 21 marca 2014 r.

Poczekalnia.O, Teatr Polski, Wrocław, reż. Krystian Lupa, 24 marca 2014 r..

Maseczki: Paulina Ilska – Danse macabre – relacja z XX Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, część I

Pif-paf! Osunięcie się ciała, krew, ewentualnie krzyk postaci drugoplanowej. Klaps, scena druga.Takie obrazy śmierci najczęściej pojawiają się w kulturze. Chwili namysłu nad samym procesem umierania, w wyjątkowo niesprzyjających umieraniu czasach, można szukać ze świecą. Dwa poświęcone śmierci spektakle rozpoczęły XX Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Teatrze Powszechnym w Łodzi.

To mocny gong, silniejszy niż uderzenie Marka Belki, symbolicznie otwierające tegoroczną edycję Festiwalu. Publiczność zobaczyła Nietoperza z TR Warszawa w reżyserii Kornéla Mundruczó i Uwolnić karpia Krystyny Meissner, prapremierę przygotowaną przez gospodarzy MFSPiN.

Rodzina ma prawo mieć dość, gdy dziadek umiera w nieskończoność. Eutanazja to dopust boży, a w diabła bawią się nie jej zwolennicy, tylko lekarze przedłużający życie ludzi, którzy dawno powinni odejść. Jak podać taką tematykę, by współczesny widz ją przełknął? Kluczem okazuje się dystans, przy jednoczesnym stosowaniu mocnych środków wyrazu.

Nietoperz to wariacja na temat „co by się działo, gdyby eutanazja była dozwolona”. Lądujemy w specjalistycznej, surrealistycznej klinice z kiczowatymi obrazkami na ścianach i czuwającym nad procedurą doktorem Piotrem Krasińskim (ujmujący Rafał Maćkowiak), ubranym w koszulkę w chmurki i pogrywającym na elektrycznej gitarze. Za promocję i zarządzanie placówką odpowiada śmieszno-demoniczny Ryszard (rozbrajający Adam Woronowicz), który potrafi sprzedać nawet łóżko szpitalne osobom, które nigdy hospitalizacji nie potrzebowały. Do świadomego odejścia z tego świata przygotowuje się słynny dyrygent (Sebastian Pawlak), schorowany w stopniu niepozwalającym na samodzielne funkcjonowanie i jego fizycznie zdrowa, choć emocjonalnie zimna jak lód żona (Agnieszka Podsiadlik). Cierpi tylko na bóle głowy? Nie ma sprawy – Ryszard na pewno jej coś odpowiedniego zdiagnozuje. Córka „pacjentów”, Jaśmina (Roma Gąsiorowska), odreagowuje niecodziennego Sylwestra w klinice, pijąc wino i uprawiając przypadkowy seks, w czym nie przeszkadza jej zaawansowana ciąża – co wpisuje się w obłęd całej sytuacji. Widzowie dostają kolorowe tabletki, by lepiej znieśli to, co im się serwuje na scenie. Pod koniec Nietoperza pastylki rzeczywiście się przydają. W pierwszej części spektakl trzyma tempo. Mocne sceny, ukazujące relacje między bohaterami – „Masz wysoką pensję, pierdolę cię dwa razy w tygodniu. O co ci chodzi?” – krzyczy właściciel kliniki do usiłującej odejść asystentki (świetna Małgorzata Buczkowska) – dopełniają surrealistyczne wstawki muzyczne ze śpiewem na żywo. Niestety druga część jest trudna do strawienia. Dawid Ogrodnik niewątpliwie potrafi w sugestywny sposób zagrać osobę cierpiącą na porażenie mózgowe, scena jednak ciągnie się zbyt długo i aż się prosi o puentę.

O ile plusem Nietoperza jest odważne poczynanie sobie z niełatwym tematem i umiejętne cieniowanie racji i nastrojów, spektaklowi Uwolnić karpia należą się ciepłe słowa za próbę przywrócenia do łask dramatu absurdu spod znaku Ionesco. Nieco przegadana sztuka Piotra Bulaka, nagrodzona w konkursie „Komediopisanie”, zyskała na obróbce Krystyny Meissner. Punktem wyjścia do kolejnych scen jest ociąganie się z odejściem z tego świata, uprawiane przez mistrza ciętej riposty, czyli wylegującego się na łożu śmierci Dziadka (Bolesław Abart). Negocjacje umęczonej rodziny, rozpoczynające się od kolejnych haseł – „na święta”, „na nieudane próby samobójcze” – można by ciągnąć w nieskończoność. Estetyka i przebieg kolejnych scen szybko stają się przewidywalne, a absurdalne z ducha postaci funkcjonują jak papierowe abstrakty, uruchamiające się ściśle w kontekście rzuconego hasła, jak na dany znak. Poziom słownych dowcipów jest różny, spektakl momentami staje się nużący, ale jest „doczyszczony” scenograficznie i koncepcyjnie. Okraszona przebojem Beatlesów „All You Need Is Love” puenta wybrzmiewa aż nazbyt wyraźnie. Trzeba mieć w sobie dużo przekory, by sypiąc confetti i ubierając trupa w czerwony garnitur, wygłosić ją ze sceny, narażając się na krytykę – „Miłość jest najważniejsza”. A umieranie?

 

XX Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, Teatr Powszechny, Łódź.

Nietoperz, reż. Kornél Mundruczó, TR Warszawa, 15 marca 2014 roku.

Uwolnić karpia, reż. Krystyna Meissner, Teatr Powszechny, Łódź, 16 marca 2014 roku..

Kwartalnik Artystyczno-Literacki „Arterie” nr 3(14)/2012 pod hasłem „Starość” już w sprzedaży!

Modlę się więc – bo dość mam słów
Modnych i wolę znów modły -
Bym się na starość wydawać mógł
Namiętny i niemądry.

William Butler Yeats (przeł. Stanisław Barańczak)

Skoro świat jeszcze tak nie stetryczał, by miał go wykończyć kalendarz Majów, czyńmy zadość starości, bo całkiem głośno doprasza się o prawo do życia! W starczym numerze „Arterii” stękają:

Krzysztof Siwczyk: Adam oddał mi tytuł za friko
Izabela Kawczyńska: Na zdjęciach nic się nie stanie nikomu
Roman Bromboszcz: W nieśmiertelności jest pewne znużenie
Anatol Gotfryd: Ja już prawie zapomniałem, że kiedyś byłem dentystą!
Sławomir Majewski: Grünewald? Ładnie się facet nazywa, jak grünspan
Leszek Engelking: Pound nie przypominał skruszonego grzesznika
Silvia Tomova: Moja dusza zmieniła się w proch przez twoje kartofle, Tamaro
Beata Śniecikowska: Czy debiutanci 55+ mogą tworzyć prawdziwą literaturę?
Piotr Grobliński: Piszę bardzo mało, a i tak z większości wierszy nie jestem zadowolony

W galerii: rysunki Krzysztofa Schodowskiego.

Oraz: wiersze finalistów XVIII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina i VI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Tadeusza Sułkowskiego.

Do pisma dołączone są: najnowszy tom wierszy Tomasza Jamrozińskiego pt. Mężczyźni są z Warsa oraz debiutancki tom wierszy Grzegorza Jędrka pt. Badland.

„Arterie” można nabyć w dużych salonach sieci Empik w całym kraju, w Domu Literatury w Łodzi (ul. Roosevelta 17) i drogą internetową; szczegółowe informacje:
# drogą mailową:
- arterie.spp@gmail.com
- kontakt@dom-literatury.pl
# pod numerami telefonów:
- 42 636 68 38 i 42 636 06 19 (wydawca, Dom Literatury w Łodzi)
- 609 946 987 (redakcja, Rafał Gawin).

„Arterie” nr 1(15)/2013 – zaproszenie do współpracy – materiały do 28.02.2013

Zapraszamy do współtworzenia kolejnego numeru kwartalnika „ARTERIE”: 1(15)/2013 – „Rozkosz i obrzydzenie”

Co budzi namiętność, a jednocześnie odpycha? Gdzie się kończy piękno, a gdzie zaczyna brzydota? Jak czerpać przyjemność z zażenowania? Dlaczego kicz może służyć rozkoszy? Czy kiedy to, co odrażające, kusi, budzą się demony?

Czekamy na dobrą poezję, prozę, przekłady tychże, eseje, reportaże, recenzje nowej literatury oraz grafiki i fotografie. Prosimy o teksty (proza, eseje, reportaże) o objętości do 20 tys. znaków, recenzje – do 5 tys. znaków i o zestawy 5-7 utworów poetyckich.

Termin przyjmowania materiałów upływa 28 lutego 2013 r.

Z propozycjami i pytaniami prosimy zwracać się pod adresy: arterie.spp@gmail.com
lub m.a.nowicka@tlen.pl (eseje, recenzje).

Pozdrawiamy,
Redakcja „ARTERII”
http://www.spplodz.eu/arterie2.

„Arterie” nr 2(13)/2012 Orient już w Empikach

„Arterie” można nabyć w dużych salonach sieci Empik w całym kraju, w Śródmiejskim Forum Kultury – Domu Literatury (Łódź, ul. Roosevelta 17) i drogą internetową; szczegółowe informacje:
# drogą mailową:
– arterie.spp@gmail.com
– sfk.domliteratury@gmail.com
# pod numerami telefonów:
– 42 636 68 38 i 42 636 06 19 (wydawca, Śródmiejskie Forum Kultury – Dom Literatury)
– 609 946 987 (redakcja, Rafał Gawin).

Promocja pisma

Kwartalnia Literacko-Muzyczna Śródmiejskiego Forum Kultury – Dom Literatury (Łódź, Roosevelta 17)

Promocja 11. numeru kwartalnika artystyczno-literackiego „ARTERIE”
Prowadzenie: Rafał Gawin

… Spotkanie z Marcinem Jurzystą, autorem książki poetyckiej „Ciuciubabka”
Prowadzenie: Przemysław Owczarek

Marcin Jurzysta – ur. w 1983 r. w Elblągu, doktor nauk humanistycznych w Zakładzie Polskiej Literatury Współczesnej UMK w Toruniu. Autor tekstów poetyckich, prozatorskich i krytycznoliterackich, animator kultury. Debiutował w „Undergruncie”, publikował m.in. w „Studium”, „Toposie”, „Odrze”, „Lampie”, „Kresach”, „Akcencie”, „Czasie Kultury”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Portrecie”, „Opcjach”, „Pograniczach”, „Tyglu Kultury”, „Pro Arte”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Red.zie”, „Migotaniach, Przejaśnieniach”, „Przystani” Biura Literackiego, almanachach pokonkursowych oraz niemiecko-polskim „Zarysie”, angielsko-polskim „Off Magazine” i czeskiej „Bogorii”..

„Arterie 12″ z książką Urszuli Kulbackiej „rdzenni mieszkańcy” w Empikach!

Nowy, dwunasty numer Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Arterie” pod hasłem „razem i osobno” już w Empikach!

W numerze m.in.:

- „Mozaika twarzy” – rozmowa Przemysława Owczarka z Markiem Bieńczykiem

- Aina Bergroth, Katja Kettu, Laura Lindstedt, Katariina Vuorinen i Jarkko Tontti – szeroka prezentacja młodej literatury fińskiej

- Łukasz Jan Berezowski o włoskim political fiction; przekłada i przepytuje Maria Farnetiego

- „Osobna historia kobiet” Marty Zdanowskiej

- opowiadanie M.K.E Baczewskiego i wiersze Przemysława Witkowskiego

- prezentacja nominowanych w poprzedniej edycji konkursu im. Jacka Bierezina, a także nagrodzonych w poprzednich edycjach konkursów im. Witolda Sułkowskiego i Andrzeja Babaryki

- kolejna odsłona „Co do Joty”, czyli Jarniewicz do Jaskuły, Jaskuła do Jarniewicza

- w galerii – grafika komputerowa Daniela Zagórskiego

Do numeru dołączona jest książka Urszuli Kulbackiej pt. rdzenni mieszkańcy, nagroda główna w XVII Ogólnopolskim Konkursie im. Jacka Bierezina:

lord, dzika zwierzyna

i dopłynął tu chłopiec znikąd – umorusany, ale jeszcze
w koronie. przybył, żeby zobaczyć głowę zatkniętą na patyk:
nieruchomego władcę z krwi i kości, martwe berło lata.

jego zastępy, czarne roje much zawieszone nad ziemią,
są posłuszne i mocne jak płachta. upodobał sobie dzieci.
te najsłabsze częstuje owocami, sok cieknie po palcach.

chłopiec z koroną śpiewa o głodzie i wabieniu. trawa – potulny
grabarz – wystąpi przeciw niemu, wybierze co do naczynka.

tak wygląda gra o ciało – duszne, wypełnione po brzegi.

Wyobraźnia Urszuli Kulbackiej, śmiała, zadziorna i zaskakująco suwerenna, może zachwycić, zwłaszcza, gdy uchyla drzwi do rekwizytorni przepoczwarzającego się świata dziewczynek, dziewcząt i kobiet, w którym stróżuje pulsujący zmysłowością, a jednak zdyscyplinowany język.

Jerzy Jarniewicz

„Arterie” można nabyć w dużych salonach sieci Empik w całym kraju, w Śródmiejskim Forum Kultury – Domu Literatury (Łódź, ul. Roosevelta 17) i drogą internetową; szczegółowe informacje:
# drogą mailową:
- arterie.spp@gmail.com
- sfk.domliteratury@gmail.com
# pod numerami telefonów:
- 42 636 68 38 i 42 636 06 19 (wydawca, Śródmiejskie Forum Kultury – Dom Literatury)
- 609 946 987 (redakcja, Rafał Gawin).

Promocja „Arterii” 12 i spotkanie z Urszulą Kulbacką, autorką „rdzennych mieszkańców” – Łódź, 20.09.2012

Śródmiejskie Forum Kultury – Dom Literatury (Łódź, ul. Roosevelta 17) zaprasza na spotkanie z cyklu Kawiarnia Literacka 20 września 2012 r. o godz. 19:00.

W pierwszej części spotkania zostanie zaprezentowany nowy, 12. numer Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Arterie” pod hasłem „razem i osobno”, w którym m.in.:

- „Mozaika twarzy” – rozmowa Przemysława Owczarka z Markiem Bieńczykiem

- Aina Bergroth, Katja Kettu, Laura Lindstedt, Katariina Vuorinen i Jarkko Tontti – szeroka prezentacja młodej literatury fińskiej

- Łukasz Jan Berezowski o włoskim political fiction; przekłada i przepytuje Maria Farnetiego

- „Osobna historia kobiet” Marty Zdanowskiej

- opowiadanie M.K.E Baczewskiego i wiersze Przemysława Witkowskiego

- prezentacja nominowanych w poprzedniej edycji konkursu im. Jacka Bierezina, a także nagrodzonych w poprzednich edycjach konkursów im. Witolda Sułkowskiego i Andrzeja Babaryki

- kolejna odsłona „Co do Joty”, czyli Jarniewicz do Jaskuły, Jaskuła do Jarniewicza

- w galerii – grafika komputerowa Daniela Zagórskiego

Do numeru dołączona jest książka Urszuli Kulbackiej pt. rdzenni mieszkańcy. Laureatka poprzedniej edycji konkursu im. Jacka Bierezina zaprezentuje wiersze i odpowie na trudne pytania w drugiej części wieczoru..